NaturalnaMedycyna

Zima


Od pradziejów zima była okresem naturalnego umierania słabych i niedożywionych. Co najdziwniejsze, mimo że dziś pozornie „ujarzmiona” nadal cechuje się znacznie większą umieralnością niż pozostałe pory roku i to niezależnie od szerokości geograficznej.




Na początku był raj

Nasi protoplaści nie znali zimy. Żyli w ciepłym klimacie, podobnie jak Adam i Ewa w biblijnym raju. Człowiek nie posiada, więc żadnych naturalnych przystosowań do chłodu i mrozu. Nasze ciała są nagie, pozbawione futra, a w tkance podskórnej nie gromadzi się sezonowo wysokoenergetyczny zapas tłuszczu, chroniący przed chłodem. Mimo to człowiek stopniowo zasiedlał coraz bardziej północne rewiry. Wymuszały to globalne zmiany klimatu i potrzeba bezpiecznego terytorium. Stopniowo nauczyliśmy się okrywać nasze ciała i dostosowywać nieprzyjazne środowiska do naszych potrzeb. Zamiast tworzenia warstwy bezpiecznego zimowego sadła zmieniliśmy sposób odżywiania na bardziej kaloryczny. Z wegetarian staliśmy się istotami wszystkożernymi, ze zbieraczy i rolników – padlinożercami i łowcami. W ten sposób, chociaż sami nadal pozbawieni energetycznej warstwy własnego tłuszczu, nauczyliśmy się korzystać z zapasów gromadzonych przez zwierzęta. Tłuste mięso dostarczało kalorii niezbędnych do przeżycia chłodów zimy. Do dziś większość mieszkańców regionów o klimacie zimnym i umiarkowanym uznaje mięso za warunek prawidłowego odżywiania się.

 

Czas umierania

Niestety mimo coraz doskonalszych dostosowań zima była okresem naturalnego umierania. Słabsi i niedożywieni umierali. Co najdziwniejsze, w dzisiejszych badaniach epidemiologicznych zima nadal cechuje się znacznie większą umieralnością niż pozostałe pory roku i to niezależnie od szerokości geograficznej. Szczególnie wyraźnie widać to w przypadkach chorób serca i układu krążenia, gdzie największa liczba zgonów występuje na półkuli północnej w okresie stycznia i lutego, a na półkuli południowej w lipcu i sierpniu – czyli też w zimie. Podobne zjawisko obserwujemy w przypadkach chorób układu oddechowego. Umieralność z powodu zapalenia płuc wielokrotnie zwiększa się zimą. Atawistyczny lęk przed mrokiem i chłodem zimy jest też powodem nasilających się w tym czasie depresji. Innymi słowy zima nie przestała stanowić wyzwania dla naszego organizmu.

 

Zima bez zimy

Minęły już dziesiątki tysięcy lat od czasu, gdy nasi prarodzice rozpoczęli walkę o przetrwanie w trudnych zimowych warunkach. Doświadczenie, które zdobyli przetrwały w postaci zupełnie dziś nieprzydatnych, a wręcz szkodliwych atawizmów. Jednym z nich jest potrzeba jedzenia mięsa i tłuszczów zwierzęcych, innym zimowe obniżenie aktywności fizycznej. Dziś są one wiodącą przyczyną chorób serca i układu krążenia. Współczesny człowiek nie tylko nie musi, ale nawet nie powinien zwyczajem prapradziadów magazynować energię poprzez wysokokaloryczne posiłki i ograniczać jej niepotrzebne wydatkowanie, ponieważ uwolniliśmy się od zimy. Dzisiejszy Europejczyk żyje w stałej temperaturze ok. 20 stopni Celsjusza i to, co zapewniało niegdyś przetrwanie zimy, dziś nas zimą zabija. Wysokokaloryczne pokarmy i bezruch prowadzą do otyłości, która jest przyczyną cukrzycy nadciśnienia i choroby wieńcowej. Umownie nazywamy je chorobami cywilizacyjnymi. Ich objawy nasilają się właśnie zimą.

 

Magiczna energia

Życie jest nierozerwalnie związane z przepływem energii. Każdy żywy organizm nieustannie emituje fale elektromagnetyczne o różnych, zmieniających się ciągle częstotliwościach. Można powiedzieć, że naturą znanych nam form życia, podobnie jak znanego nam wszechświata jest elektromagnetyzm. Wszystko, co obserwujemy w naszym organizmie, wszystko, co badamy w krwi jest jedynie pochodną występujących w naszym organizmie zjawisk elektrycznych. To one decydują o sposobie reagowania na zmiany zachodzące w środowisku i są odpowiedzialne za stan naszego zdrowia. Życie jest nieustannym przepływem ładunków elektrycznych, które w środowisku wodnym naszego organizmu występują w postaci jonów. Przepływ ten jest jednocześnie precyzyjną informacją dla jego określonych struktur. Odbywa się on jednocześnie we wszystkich narządach, tkankach i komórkach naszego ciała. Nasz organizm działa jak system połączonych ze sobą bilionów ogniw elektrycznych, w których w wyniku reakcji elektrochemicznych wytwarzana jest energia elektryczna konieczna dla utrzymywania wszelkich procesów życiowych. Wokół powstającego pola elektrycznego tworzy się równolegle pole magnetyczne, które wspólnie tworzą pole elektromagnetyczne będące fundamentem naszego życia. Energia pola elektromagnetycznego steruje pracą wszystkich struktur każdego żywego organizmu. Jej wielkość i przepływ wewnątrzustrojowy podlegają nieustannym zmianom, nie przekraczając jednak ściśle określonych granic. Każdy kontakt ze środowiskiem znajduje swoje odbicie w emitowanym polu elektromagnetycznym. Dotyczy to nie tylko kontaktu fizycznego, ale również emocjonalnego. Badania wykazały, że szczególnie silne oddziaływanie na organizm człowieka wykazują generowane przez niego uczucia. Współczesna technika pozwala rejestrować wytwarzane przez nas widmo elektromagnetyczne, ale nie udaje się jeszcze wykorzystywać go w celach diagnostycznych. W każdym razie wiemy już, że człowiek wytwarza i działa „na prąd” i że posiada złożony system „sieci przesyłowych” działających zarówno lokalnie, jak i dostarczających energię do odległych narządów i tkanek. Wiemy też, że otaczające nas naturalne pola elektromagnetyczne mają istotny wpływ na pole wytwarzane przez nas i na sprawność wewnątrzustrojowych sieci przesyłowych. Naturalne pola elektromagnetyczne docierają do nas z kosmosu, przez warstwę jonosfery. Ich częstotliwości są bardzo niskie, podobnie, jak w polach biologicznych. Wpływają one nie tylko na częstotliwości emitowanych przez nas pól elektromagnetycznych, ale również na własności fizykochemiczne wody, która jest naszym wewnątrzustrojowym środowiskiem. Te naturalne pola elektromagnetyczne podlegają powtarzającym się, cyklicznym zmianom i mniej lub bardziej korelują z obserwowanymi przez nas porami roku. Ich wpływ na organizm człowieka został obszernie opisany w tradycyjnej medycynie chińskiej około trzy i pół tysiąca lat temu. Współczesne badania epidemiologiczne, choć prowadzone chaotycznie potwierdzają opracowaną przez Chińczyków teorię pięciu przemian. Zgodnie z jej zasadami zima jest okresem szczególnej próby dla sił życiowych człowieka.

Ładowanie akumulatorów

Prawidłowe działanie naszych wewnętrznych elektrochemicznych akumulatorów, o których pisałam wyżej ma fundamentalne znaczenie dla przetrwania zagrożeń zimy. Na szczęście są one całkowicie odnawialne i tylko od nas samych zależy czy stworzymy im właściwe dla tej odnowy warunki. Decydującą rolę pełni tu sposób żywienia. Zimowy jadłospis musi zawierać produkty bogate w naturalne witaminy i sole mineralne. Potrawy powinny zawierać sól morską lub kamienną. Mięso w znacznej części należy zastąpić rybami i owocami morza. Często jadamy grzyby, a codziennie domowe zupy. Posiłki powinny być ciepłe. Unikamy zimnych sałatek i ograniczamy surówki. Słodycze zastępujemy słodkimi warzywami (ziemniak, burak, cukinia, bakłażan, dynia, cebula, marchew) i owocami. Wykluczamy całkowicie półprodukty lub produkty zawierające chemią spożywczą – rozmaite gotowe sosy, majonez, ketchup, przyprawy zawierające glutaminian sodu (vegety, ziarenka smaku etc) oraz „kostki rosołowe”. Najlepiej jeść potrawy świeżo przyrządzone, w żadnym razie nie odgrzewamy ich w kuchence mikrofalowej. Warzywa będące bazą prawidłowego żywienia gotujemy wyłącznie na parze – dotyczy to również ziemniaków! Alternatywnie można je jeść duszone, jak południe Europy lub smażone, jak się jada na Dalekim Wschodzie.

Wśród dostępnych na rynku tłuszczy wybieramy oleje roślinne tłoczone na zimno. Nie należy stosować margaryn i rozmaitych „mixów”. Unikamy pokarmów wysokokalorycznych, chyba, że pracujemy fizycznie na mrozie.

Szczególną rolę w naszej fizjologii pełni woda. Stanowi ona wewnątrzustrojowe środowisko naturalne naszego organizmu. Od niej też w znacznej mierze zależy sprawność naszych międzynarządowych, międzytkankowych i międzykomórkowych „przesyłowych sieci” energetycznych. Należy, więc zaopatrzyć się w wodę wysokiej jakości. Amatorów popijania zimnej wody mineralnej przestrzegam jednak przed jej niekorzystnym wychładzaniem w okresie zimy. Pamiętajmy też, że łatwym źródłem wysokiej jakości wody są świeżo wyciskane soki owocowe i warzywne. Pijemy przynajmniej jedną szklankę dziennie. Nie stosujemy kartonikowych substytutów. Leniwi mogą sięgnąć, co najwyżej po tzw. soki jednodniowe.

Czas wytchnienia

Zima nie jest dobrym czasem na stresujące i wyczerpujące zajęcia. Niestety, najczęściej właśnie zimą kumuluje się aktywność zawodowa, sesje egzaminacyjne etc. Zamiast odpoczywać, żyjemy w napięciu, niejednokrotnie zarywając noce. Każda nieprzespana noc zaburza naszą witalność i skraca życie. Zima to dobry moment na refleksje nad sensem tego, co robimy. Czy rzeczywiście musimy tyle pracować? Przecież zawsze można inaczej. Wiem, że to trudne, ale właśnie zimą najlepiej jest zatrzymać się na chwilę i spróbować żyć wolniej, przyjemniej, bez napięcia. Jeżeli nie potrafimy albo nie możemy niczego zmienić wprowadźmy przynajmniej do naszego codziennego planu zajęć dwie zasady:

  1. Zasypiamy przed godziną 22
  2. Przynajmniej 25 min każdego dnia poświęcamy ćwiczeniom hatha joga

Zbawienny sen

Sen między 22 a 4 nad ranem regeneruje fizycznie nasz organizm w znacznie większym stopniu niż w pozostałych godzinach nocy. Ma to związek ze wzmożonym wydzielaniem hormonu wzrostu podczas snu głębokiego. To właśnie dzięki jego aktywności komórki naszego organizmu intensywnie się namnażają, dzięki czemu stare, uszkodzone fragmenty tkanek zastępowane są nowymi, młodymi. W biologicznym sensie sen głęboki odmładza organizm. W tej fazie również snu rośniemy.

Druga faza snu, między 2 a 6 nad ranem, jest snem płytkim, i odpowiada okresowi marzeń sennych. Badania wykazały, że służy ona przede wszystkim regeneracji i rozwoju układu nerwowego. Dlatego noworodki i małe dzieci mają dłuższe niż dorośli okresy snu płytkiego. Innymi słowy, im dziecko jest młodsze tym więcej śni i śpi płycej. Właśnie faza snu płytkiego odgrywa kluczową role w procesie uczenia się i zapamiętywania. Wzmaga się wówczas ukrwienie mózgu i przepływ mózgowy. Co więcej, w tym okresie wzmagają się procesy anaboliczne tkanki mózgowej, czyli następuje wzmożona synteza białek w mózgu?

Jakkolwiek obie fazy snu występują naprzemiennie, wzajemnie się przeplatając, to wykazano, że w pierwszej połowie snu przeważa sen głęboki, a w drugiej połowie płytki. Dokładnie tak, jak opisano to w ajurwedzie przed czterema tysiącami lat. Analizy zakłóceń poszczególnych faz snu ujawniły bardzo charakterystyczne objawy, powtarzające się u wszystkich badanych. Niedobór snu głębokiego powoduje nastroje depresyjne, natomiast niedobór snu płytkiego wyraża się rozdrażnieniem, niepokojem, wzrostem łaknienia i trudnościami w uczeniu się i skupieniu uwagi. Jeżeli więc zasypiamy po północy i wcześnie rano zrywa nas dźwięk budzika, to możemy generować oba niedobory, co wywoła zarówno uczucie przygnębienia i zmęczenia, jak i stan rozdrażnienia, niepokoju i gorszej percepcji intelektualnej. Co więcej, jeżeli nie zmienimy trybu życia objawy te będą narastać, aż w końcu określimy je mianem depresji, zespołu wypalenia, czy zespołu zmęczenia. Reasumując należy podkreślić, że „zarywając” noce zaciągamy w naszym organizmie dług biologiczny, który wcale nie jest łatwo odrobić i którego konsekwencje odczuwamy później w postaci rozwijających się chorób i przyspieszonego starzenia.

Zbawienny ruch

Każda forma ruchu jest lepsza niż bezruch. Jednak nie każdy ruch jest porównywalny z ćwiczeniami hatha joga. Zostały one opracowane przed czterema tysiącami lat, jako jeden z elementów Ajurwedy – staroindyjskiego systemu medycznego. Hatha joga to system leczenia ruchem. Właściwie dobrany i prawidłowo wykonywany zestaw ćwiczeń jest niezależnym, holistycznym i niezwykle skutecznym sposobem autoterapii. Dzieje się tak, ponieważ ćwiczenia te oddziaływają na przepływ energii elektromagnetycznej w organizmie. Energia ta stanowi naturę życia, zawiera w sobie jednocześnie potencjał tworzenia, destrukcji i uniwersalną informację. Jest ona sposobem wzajemnego „porozumiewania się” wszystkich struktur naszego organizmu, niezależnie od stopnia ich skomplikowania. Drogi przepływu energii elektromagnetycznej nie posiadają rozpoznawalnych fizycznie elementów. Nie można ich rozpoznać za pomocą mikroskopu, ponieważ są niewidzialne. Ich przebieg, wyznaczają, bowiem nie struktury anatomiczne, a właściwości fizykochemiczne tkanek i narządów. Mimo to, przed ponad dwoma tysiącami lat, w starożytnych Chinach opracowano dokładną mapę kanałów przepływu tej energii, zwanych współcześnie meridianami. Powstała wówczas teoria wiążąca zdrowie fizyczne i dobre samopoczucie ze swobodnym przepływu energii w organizmie. Dla przykładu, każdy stan zapalny generuje niezależne, dodatkowe sygnały energii w postaci fal elektromagnetycznych, które zakłócają prawidłową emisję elektromagnetyczną lokalnej tkanki i wpływają na drogi przepływu tej emisji do tkanek odległych. Lokalizacja zmian zapalnych i ich zakres decydują o odpowiedzi organizmu, odczuwalnej jako dolegliwość. Wystarczy przywrócić swobodny przepływ energii poprzez eliminację stanów zapalnych i wywoływanych przez nie zakłóceń emisji elektromagnetycznej, żeby pozbyć się dolegliwości. Temu celowi służą zabiegi akupunktury, akupresury, laseropunktury, elektropunktury, masaże etc. Ich skuteczność jest jednak ograniczona przez potencjalny ludzki błąd diagnosty i terapeuty. Hatha joga natomiast działa jednocześnie zarówno na lokalną emisję tkanek, jak i na drogi jej przepływu. Właściwie wykonywane asany wykluczają ryzyko ludzkich pomyłek, ponieważ to nasz organizm sam poprzez oddychanie i pozycję ciała decyduje o zakresie i intensywności terapii. Zgodnie z teorią meridianów efekty takiego leczenia są niezwykle szybkie i trwałe. Wymagają jednak zaangażowania i samodyscypliny pacjenta. Naprawdę warto spróbować, tym bardziej, że ćwiczenia te regulują też czynność układu wegetatywnego człowieka.

Układ wegetatywny jest tą częścią systemu nerwowego, która nie podlega naszej woli, za to decyduje o procesach odnowy i destrukcji tkanek. Ćwiczenia hatha joga wpływają leczniczo na aktywność rozlokowanych wzdłuż kręgosłupa skupisk komórek nerwowego układu wegetatywnego. W ten sposób, na zasadzie tzw. odruchów skórno trzewnych, można leczyć rozmaite dolegliwości narządów wewnętrznych, gruczołów wydzielających hormony, takich jak tarczyca, jajniki, trzustka, można także przywracać prawidłowe trawienie i perystaltykę. W czasie ćwiczeń, dzięki wzmożonemu napięciu mięśni (działanie izometryczne) i rozciąganiu oraz odpowiednio prowadzonemu oddechowi, poprawia się ukrwienie i przepływ krwi przez stawy, kości, skórę i narządy wewnętrzne naszego organizmu. Stwarza to warunki do szybkiej regeneracji i przebudowy chorych tkanek, łagodzi stany bólowe, a w dłuższej perspektywie biologicznie odmładza cały organizm. Obserwowany współcześnie renesans hatha joga, wynika właśnie z jej ogromnych możliwości terapeutycznych, tym bardziej, że ćwiczyć może każdy, a niektórych schorzeniach, takich jak - osteoporoza, przewlekłe bóle kręgosłupa i stawów – ćwiczeń hatha joga w ogóle nie można niczym innym zastąpić. Niezależnie od momentu rozpoczęcia ćwiczeń szybko daje się zauważyć ich „magicznie” odmładzający efekt. Zmniejszają się zmarszczki mimiczne, znika cellulitis (tzw. pomarańczowa skórka widoczna przede wszystkim na udach), a wszystko to za sprawą niezwykłego efektu poprawy odżywienia i krążenia w skórze i tkance podskórnej.]

Należy zaznaczyć, że ćwiczenia hatha joga nie wpływają na nadmierny wzrost masy mięśni, tak jak ćwiczenia siłowe. Pozwalają jedynie wysmuklić sylwetkę i przywrócić jej prawidłowe proporcje. Jeżeli ktoś stale i systematycznie uprawia hatha jogę bardzo długo zachowuje młody wygląd i nie choruje.

Hatha joga również głęboko ingeruje w naszą psychikę i pozwala ona odprężyć się intelektualnie – możemy powiedzieć, że w czasie ćwiczeń umysł odpoczywa. Prawidłowo wykonywane ćwiczenia harmonizują i stabilizuje emocje, pozawalają pozbyć się stanów lękowych, depresji, dręczących myśli i koszmarów sennych. Po sesji ćwiczeń czujemy się uspokojeni, pogodni, łatwiej się nam koncentrować i myśleć. Stopniowo lepiej poznajemy samych siebie i budujemy swoją własną, nową osobowość. O hatha jodze mówi się, że „prowadzi”, „chroni”...

Z moich obserwacji wynika, że ćwiczenia hatha joga podnoszą samoocenę, rozwijają spostrzegawczość. Już po pierwszych sesjach można zauważyć znaczną poprawę nastroju i koncentracji. Podnosi się pułap możliwości intelektualnych, wraca spokój i pewność siebie. Ci, którzy regularnie hatha jogę praktykują, odnoszą sukces, ponieważ są wytrwali, otwarci i podejmują właściwe decyzje. Polecam właśnie zimą rozpocząć praktykę hatha joga, ponieważ skutecznie uchroni nas ona przed toksycznym działaniem zimy, stresu i depresji.

Bożena Ryczkowska
fot. Irina


Czytelnia: