NaturalnaMedycyna

Niebezpieczne mity i złudzenia

W naszej świadomości funkcjonuje wiele niebezpiecznych stereotypów, które zdecydowały o zamienianiu krajobrazu życia w krajobraz śmierci, zamienianie szeroko rozumianego bio-topu (środowisko życia) w nekro-top (środowisko śmierci). Za każdym z tych mitów stoi w jakimś stopniu błędna wizja życia i otaczającego nas świata.

Mit pustej przestrzeni.

Przestrzeń, którą jako ludzie zagospodarowujemy zaledwie od kilku tysięcy czy najwyżej kilkunastu tysięcy lat, przyroda zagospodarowywała od setek milionów lat. Jest to przestrzeń, której treść i formę tworzyła sama natura, i w której zapisana jest historia kształtowania się życia. Nie istnieje coś takiego, jak "pusta przestrzeń".

 

Wbrew temu, co nam się przez długi czas wydawało i często nadal wydaje, gdy mówimy o "zagospodarowaniu przestrzennym" czy "zagospodarowaniu przestrzeni", jest to zawsze przestrzeń zagospodarowana -właśnie przez przyrodę. Niestety, cywilizacja nasza najczęściej traktowała i nadal traktuje tę przestrzeń tak, jakby była ona bądź pusta, bądź wypełniona niepotrzebnymi elementami, które - jak stary budynek - są jedynie przeszkodą wymagającą rozbiórki przed przystąpieniem do zagospodarowania.

Mit wszechmocnej techniki.

Dotyczy on wyobrażenia o wszechmocy techniki nie tylko jako narzędzia przekształcania (de facto niszczenia) środowiska przyrodniczego, ale także likwidowania złych skutków i przywracania zniszczonych obszarów do stanu pierwotnego. Produktem takiego myślenia i takich nadziei jest słynne hasło rzucone kiedyś przez Walerego Goetla: "Co technika zniszczyła, technika musi naprawić". Aczkolwiek możliwości inżynierii i techniki są bardzo duże, wiara taka jest nieuprawniona i bardzo niebezpieczna, gdyż nadal owocuje beztroską w niszczeniu środowiska na ogromną skalę. Taka wiara jest równocześnie wynikiem bardzo uproszczonego patrzenia na środowisko poprzez pryzmat architektonicznej formy krajobrazu bez wyczucia i zrozumienia historii, wewnętrznej dynamiki i skomplikowania żywego organizmu.

Mit kompromisu

Znajomość biologii gatunków i ekologicznych prawidłowości rządzących całymi ekosystemami poucza nas, że możliwość kompromisu między użytkowaniem a ochroną przyrody jest bardzo ograniczona. Dotykamy tu bezpośrednio poszukiwanej w praktyce chłonności przyrodniczej obszaru. Chłonność ta jest bardzo różna dla różnych typów środowiska i różnych jego elementów oraz różnych form antropopresji. Pospolite i szeroko rozmieszczone gatunki czy biotopy są zwykle bardzo odporne na antropopresję, natomiast elementy najrzadsze i najciekawsze, a co za tym idzie stanowiące w sposób szczególny o tożsamości danego obszaru, są zazwyczaj niezmiernie wrażliwe. W przypadku takich elementów pogodzenie użytkowania z ochroną jest prawie niemożliwe.

Niebezpieczeństwo "dzielenia"

Skądinąd słuszne i nieuniknione rozdzielenie funkcji, tam gdzie to niezbędne, na ochronną i użytkową, jest generalnie rzecz biorąc ukrytą tendencją do dzielenia przestrzeni na tę, w której gospodaruje głównie przyroda i tę, w której gospodarzem jest człowiek. W dłuższej perspektywie czasowej podejście takie prowadzi do zamiany biosfery w "nekro-sferę", a biotopu w "nekro-top", gdyż człowiek ma naturalną tendencję do zabierania przyrodzie coraz to nowych przestrzeni. Obok zasady wydzielania obszarów, na których przyroda gospodaruje sama, powinna też obowiązywać zasada: maksimum ochrony nawet w najbardziej intensywnie użytkowanych przestrzeniach. Realizację tego postulatu można przeprowadzić w różny sposób. Zawsze jednak ta ochrona przyrody w przestrzeni gospodarowania (ekumenie) służy człowiekowi.

 

Niebezpieczeństwo tworzenia obszarów chronionych w postaci krajobrazu wyspowego o coraz większym stopniu fragmentacji jest coraz powszechniej panującym błędem. W krajobrazie takim naruszona zostaje ważna zasada: maksymalna zwartość obszarów chronionych oraz obszarów użytkowanych i minimalna powierzchnia kontaktu między nimi - czyli maksimum więzi, minimum izolacji. Wyspowość i coraz większa izolacja naturalnych enklaw przyrodniczych musi z czasem, zgodnie z poznanymi już na gruncie ekologii prawidłowościami, prowadzić do stopniowego, nieuniknionego ubożenia biosfery na wszystkich poziomach jej organizacji.

Mit kraj - obrazu

Pomijanie w ujmowaniu krajobrazu elementów świata dźwięków (swoistej muzyki przyrody), zapachów, a także nieustannego ruchu (np. przemieszczających się zwierząt). Przykładem tego typu elementów krajobrazu, najczęściej zupełnie pomijanych w opisie, są właśnie głosy przyrody: koncerty żab lub świerszczy, śpiew wiszącego w powietrzu skowronka czy pieśń słowika, kukanie kukułki, krzyk bażanta, ryk jelenia, szczekanie kozła sarny, aromat ziół, zapach lasu itp. Krajobraz nie tylko widzimy, my go także słyszymy i czujemy; więcej - my odbieramy go także przez "kontakt pozazmysłowy". Istnieje cała subtelna sfera krajobrazu, która wymyka się opisowi, a która w sposób szczególny stanowi o środowisku życia.

Mit stabilnej kompozycji

Mit ów wiąże się z pomijaniem całej dynamiki procesów przyrodniczych oraz nieumiejętnością postrzegania krajobrazu w kategoriach środowiskowych nisz ekologicznych. Życie jest ruchem. Złudzeniem jest zatem towarzysząca nam często wiara w możliwość zachowania różnorodności biologicznej bez zachowania naturalnych procesów. Człowiek, wkraczając w środowisko przyrodnicze ze swoimi cywilizacyjnymi pomysłami, najczęściej stara się - ze względów praktycznych - petryfikować pewne stany czy układy. W ten sposób tworzy sytuacje zdecydowanie przeciwne porządkowi naturalnemu, wraz ze wszystkimi negatywnymi tego konsekwencjami. Oto przykład: zajmując pod zabudowę lub uprawę dolinę rzeczną, czynimy wszystko, by poprzez regulację koryta, umocnienie brzegów, obwałowanie, kaskadyzację i utworzenie zapór wyeliminować naturalne wylewy i erozję, a tym samym towarzyszące im zmiany koryta, odcinanie starorzeczy, tworzenie łach i obrywów. W ten sposób niszczymy ogromną różnorodność siedlisk seralnych (trwających jedynie czasowo i podlegających zmianom w drodze naturalnej sukcesji), co pewien czas odnawiających się w różnych miejscach i podtrzymujących tym samym stale ogromną bioróżnorodność. Jedno odcięte przez powódź starorzecze, przez ponad 100 lat potrzebnych do jego zlądowacenia, żywi ogromne bogactwo roślin i zwierząt oraz biocenoz powstających okresowo na tym samym miejscu w drodze naturalnej sukcesji, prowadzącej od otwartych wód, poprzez szuwary, turzycowiska, łąki, torfowiska aż do olsu i w końcu łęgu a niekiedy boru bagiennego. Przez cały czas pełni ono także rolę swoistego archiwum zapisującego historię zachodzących zmian. Bogactwo (bioróżnorodność) doliny takiej nieuregulowanej rzeki jest nieporównywalne z analogiczną doliną rzeki uregulowanej.

Mit wiedzy adekwatnej.

Mimo ogromnego postępu nauk przyrodniczych nasza wiedza o życiu choćby tylko w wymiarze biologicznym, wciąż pozostaje bardzo mała. Szczególnie dotyczy to znajomości struktury i sposobu funkcjonowania ekosystemów. Brak nam nie tylko wiedzy przyrodniczej, ale i wyobrażenia na temat tego, jak wyglądała pierwotna przyroda. Mamy np. wrażenie, że pierwotna puszcza niewiele tylko różniła się od dzisiejszego starego lasu, a roślinność pierwotnej doliny rzecznej od tej, jaką dziś możemy jeszcze znaleźć w nieco lepiej zachowanych dolinach. Tymczasem jest to zupełna nieprawda. Zniszczyliśmy typ pierwotnego krajobrazu praktycznie bezpowrotnie i odebraliśmy sobie szansę nawet wyobrażenia, jak wyglądał.

Mit zbędności przyrody

Zamykający się coraz bardziej w betonowych kapsułach miasta i otoczony wstęgami asfaltowych szos człowiek zapomina, że jest częścią przyrody i częścią życia. Zaczyna nabierać przekonania, że przyroda nie jest mu tak naprawdę do życia niezbędna, że żywe zwierzę można zastąpić, „tamagochi", że kompozycja zieleni to miły skądinąd element krajobrazu, ale żadna konieczność.

 

Nie są to oczywiście wszystkie "mity" czy błędne mniemania, a jedynie wybrane próbki z wielu niebezpiecznych, bo nieprawdziwych, stereotypów myślenia o otaczającym nas świecie. One w zasadniczej mierze decydują o zamianie krajobrazu życia w krajobraz śmierci.

 

Prof. Dr hab. Zbigniew Mirek
Instytut Ochrony Przyrody PAN w Krakowie

 

fot. Katarzyna Szymańska

Czytelnia: