NaturalnaMedycyna

Gruby nie znaczy zdrowy !

Otyłość stała się podstawową bolączką współczesnej cywilizacji. Dotyczy ona ponad połowy populacji dorosłych i prawie jednej czwartej populacji dzieci. W Polsce liczba dzieci otyłych sięga niemal 20%, co oznacza, że w ciągu ostatnich dwudziestu lat potroiła się! Jeżeli tempo przyrostu grubasów nie zmieni się, to za niecałe dziesięć lat przegonimy Stany Zjednoczone, gdzie z otyłością boryka się jedna czwarta populacji dzieci. 

Pierwotna czy wtórna?
 

Otyłość u dzieci może być spowodowana zaburzeniami hormonalnymi lub wrodzonymi zaburzeniami metabolizmu i nazywamy ją wtedy otyłością wtórną. Zdarza się ona rzadko i stanowi mniej niż 10% przypadków. Dzieci z otyłością wtórną są zawsze niższe od rówieśników, gdyż ten typ otyłości wiąże się z zahamowaniem wzrastania. Dotyczy to zarówno niedoczynności tarczycy, somatotropinowej niedoczynności przysadki jak i zespołu (lub choroby) Cushinga, a także rzekomej niedoczynności przytarczyc. Dlatego każde otyłe dziecko powinno być skonsultowane z lekarzem, celem wykluczenia otyłości wtórnej.

Jednakże najczęściej, bo w 90% przypadków mamy do czynienia z otyłością prostą, która wynika ze złych nawyków żywieniowych oraz uwarunkowań, genetycznych i społecznych. Dzieci takie są zwykle wysokie lub nawet wyższe niż ich rówieśnicy. Cechuje je nadmierne łaknienie i potrzeba częstego pojadania.
 

Bakterie zamiast diety
 

Organizm ludzki także tworzy na powierzchni nabłonka jelit mikroekosystem, złożony z rozmaitych drobnoustrojów, wśród których dominują pałeczki kwasu mlekowego. Określamy je mianem bakterii probiotycznych. Prawidłowy mikroekosystem jelit, czyli eubioza jelit jest warunkiem zachowania zdrowia, witalności i prawidłowego rozwoju dziecka. To właśnie dzięki bakteriom probiotycznym nabłonek jelit prawidłowo się odnawia, procesy trawienne i metaboliczne przebiegają prawidłowo, a układ immunologiczny działa właściwie. Niestety bakterie probiotyczne są bardzo wrażliwe na zmiany zachodzące w środowisku jelit. Często rodzice nie zdają sobie sprawę, jak szkodliwe dla rosnącego organizmu jest ciągłe pojadanie rozmaitych żywieniowych gadżetów zamiast regularnych wartościowych posiłków. Szczególnie niebezpieczne są produkty szeroko rozumianej chemii spożywczej masowo obecne w słodyczach i innej „śmieciowej” żywności.

Żywność zawierająca chemię spożywczą, leki, zwłaszcza antybiotyki, sieją w szeregach bakterii probiotycznych prawdziwe spustoszenie. Zakłócają one równowagę w naturalnym ekosystemie flory jelit. Następująca potem katastrofa ekologiczna jest podłożem rozwoju nie tylko otyłości, ale też alergii, obniżonej odporności, a także rozwoju przewlekłych, często nieuleczalnych. Stan, w którym mikroflora jelit nie jest prawidłowa nazywamy dysbiozą jelit.

Dysbioza zaburza przemianę materii i trawienie. Pośredniczą w tym procesie dysbiotyczne bakterie jelitowe, czyli takie mikroorganizmy, których w jelicie zdrowym nie ma lub występują w minimalnych ilościach. Namnażają się one nadmiernie, podobnie, jak grzyby Candida, w odpowiedzi na niszczenie prawidłowej mikroflory jelit, ponieważ powstaje wówczas korzystna dla nich nisza ekologiczna. Prawdopodobnie bakterie te mają zdolność wydajniejszego pozyskiwania energii dla naszego organizmu z niestrawionych resztek pokarmowych. Należy podkreślić, że 30 – 70% energii dostarczanej z pożywieniem pozyskujemy dzięki pomocy zasiedlającej jelita mikroflory. W myśl tej hipotezy osobnicy szczupli posiadają mikroflorę mniej wydajną energetycznie niż osobnicy otyli i wydalają więcej odpadów trawiennych. Tłumaczyłoby to obserwowaną w populacji dzieci grubych skłonność do łagodnych zaparć.

Potwierdziły to badania prowadzone nad otyłością u myszy. I tak powstała „zakaźna” teoria przyczyny otyłości. Teoria kusząca prostotą i nadzieja dla odchudzających się. Zamiast rygorystycznych cudownych diet wystarczyłby odpowiednio dobrany antybiotyk i po kłopocie. Zaczynamy chudnąć bez efektu jo-jo. W praktyce nie jest to takie proste. Po pierwsze, flora bakteryjna przewodu pokarmowego myszy otyłych zarażała otyłością myszy normalne, ale tylko wówczas, gdy ich przewód pokarmowy pozbawionych był własnej flory bakteryjnej. Myszom, które nie zostały wyjałowione nie szkodziła. Po drugie nie bardzo wiadomo, czy zarażają określone szczepy bakterii, czy też wzajemne oddziaływanie wielu różnych gatunków. Po trzecie w wyjałowionym antybiotykiem przewodzie pokarmowym wcale nie jest łatwo odbudować prawidłową równowagę mikroekosystemu flory jelit. Po czwarte, nie zawsze mikroekosystemy szczupłych i grubych są odmienne. Badania prowadzone na społeczności Amiszów, dość jednorodnej w sposobie życia i odżywiania się, nie wykazały istotnych różnic w mikroflorze jelit między szczupłymi i otyłymi.
 

Zajadanie stresu
 

Przynajmniej połowa nastolatków cierpiących z powodu otyłości prostej stosuje mniej lub bardziej restrykcyjną, niskokaloryczną dietę. Mimo to nie chudną, a jeśli już uda im się zrzucić kilka kilogramów, to na krotko. Mówi się, że maja „skłonność do tycia. Zastanówmy się cóż to oznacza? Okazuje się, że istnieją genetyczne predyspozycje rozwoju otyłości. Są one jednak złożone i nadal nie do końca poznane.

Najprostszym przykładem jest brak genu ob.(ang. Obesity), który koduje leptynę, hormon ograniczający łaknienie, wytwarzany głównie przez tkankę tłuszczową. W badaniach doświadczalnych pozbawione genu ob myszy nie wytwarzają leptyny, co wywołuje u nich nieposkromioną żarłoczność i w konsekwencji otyłość. Jeżeli podamy im zastrzyki z leptyny, myszy przestają się objadać i chudną. U ludzi jednak takie przypadki są niezwykle rzadkie. Opisano zaledwie dwoje spokrewnionych ze sobą dzieci – ośmioletnią dziewczynkę ważącą 86 kg i jej 29 kg dwuletniego kuzyna, – u których stwierdzono brak genu ob. Za to całkiem często gen ob występuje w skróconej postaci, co wiąże się jedynie z wolniejszą produkcją leptyny i nie przekłada się w sposób istotny na jej poziom w ustroju. Stwierdzono jednak, że obecność dwóch kopii skróconego genu Ob zawsze wiąże się ze skłonnością do depresji i to niezależnie od płci, wieku i wagi. Okazuje się, że nawet niewielkie obniżenie poziomu leptyny ma istotny, depresyjny wpływ na naszą psychikę. Stanowi to ważny społecznie problem, bowiem dotyczy około jednej piątej populacji. Dzieci z anomalią w genach ob. Nie radzą sobie ze stresem i mają niską samoocenę. Obniżony nastrój kompensują nieposkromioną żarłocznością, która często prowadzi do otyłości i uzależnienia od jedzenia. Klasycznym przykładem jest postać Alcesta z Opowieści Mikołajka. W tych przypadkach leczenie otyłości powinno koncentrować się wokół problemów psychoemocjonalnych dziecka i jego rodziny. Jeśli uda się poprawić jego samopoczucie, uwolnić od lęku i stanów depresyjnych przestanie się objadać. Zajadanie stresu jest, bowiem u tych dzieci podstawowym problemem.

Pamiętajmy, że niezależnie od predyspozycji genetycznych sam stres może stać się przyczyna rozwoju otyłości, zwłaszcza u dzieci, które gorzej sobie z nim radzą niż dorośli. Wszyscy doskonale wiemy, jak w trudnych sytuacjach odczuwamy chęć pojadania słodyczy. Wiąże się to nie tylko z zakodowanym atawistycznie odczuciem, że jedzenie poprawia samopoczucie i zwiększa nasze bezpieczeństwo. Naturalna historia stresu i otyłości związana jest też ze zjawiskiem hiperinsulinizmu. Polega on na nadmiernym wydzielaniu insuliny, która obniża poziom cukru we krwi. Prowadzi to do niepohamowanej potrzeby zjedzenia czegoś słodkiego. Najczęściej, w początkowej fazie rozwoju otyłości hyperinsulinizm indukowany jest przez stres. Co więcej, aktywowana w czasie stresu współczulna część ośrodkowego układu nerwowego stymuluje nadnercza do wydzielania hormonów, które są odpowiedzialne za rozrost tkanki tłuszczowej. Zajadanie niepokoju częstymi dawkami węglowodanów, zwłaszcza słodyczy prowadzi do równie częstego wymuszania wyrzutów insuliny przez trzustkę. Jeżeli zdarza się nam to codziennie, to w konsekwencji prowadzi do utrwalonego hiperinsulinizmu. Insulina jest hormonem, który zapewnia naszemu organizmowi przetrwanie w trudnych czasach. Jest ona odpowiedzialna za gromadzenie zapasów energetycznych. W wątrobie stymuluje spichrzanie glikogenu, a w komórkach tłuszczowych trójglicerydów. Ponadto jest na także odpowiedzialna za powiększanie się komórek tłuszczowych, czego wynikiem jest tworzenie „sadełka”. Wśród organów receptorowych dla insuliny najważniejsze znaczenie maja wątroba, tkanka tłuszczowa i mięśnie. Jeżeli stres trwa długo, to ciągłe pobudzanie komórek trzustki do wyzwalania insuliny prowadzi do ich przerostu i stale zwiększonej aktywności. Odczuwamy to, jako częstą potrzebę zjedzenia czegoś słodkiego, nawet wtedy, kiedy jesteśmy w dobrym nastroju. W obronie przed katastrofalnym dla organizmu nadmiernym spichrzaniem nasz organizm ogranicza odpowiedź na insulinę poprzez wyłączanie jej tkankowych receptorów. Dotyczy to głównie tkanki tłuszczowej i mięśni i wątroby. Pojawia się, więc zjawisko insulinooporności. Insulinooporność jest odpowiedzialna za większość powikłań otyłości brzusznej. Noszą one nazwę zespołu metabolicznego i obecnie obserwujemy je również u otyłych dzieci. Pamiętajmy, ze niezależnie od przesłanek genetycznych, jeżeli nadwaga zamieni się w otyłość, to zawsze w końcu pojawi się problem insulinooporności.

Na szczęście insulinooporność nie jest zjawiskiem nieodwracalnym. Prawidłową wrażliwość na insulinę możemy przywrócić poprzez codzienną intensywną aktywność ruchową i właściwe żywienie, które spowoduje ustąpienie otyłości i powrót do prawidłowego poziomu trójglicerydów w komórkach tłuszczowych. Stąd tak wielkie znaczenie ma ruch w profilaktyce i leczeniu otyłości. Właściwie dawkowany ruch nie tylko zapobiega konsekwencjom hiperinsulinizmu, ale leczy wtórną insulinooporność, jak to się dzieje w cukrzycy insulinoniezależnej, która obecnie w sposób niemal epidemiczny szerzy się w populacji ludzi dojrzałych.

Jednakże znacznie częściej, bo u ponad 80% otyłych dzieci obserwuje się podwyższone wartości leptyny, czyli hyperleptynemię. Grubasy cechuje, więc, brak prawidłowej odpowiedzi na podwyższony poziom leptyny, określany jako leptynooporność, która może mieć także podłoże genetyczne Hyperleptynemia, podobnie jak mutacje genu ob, powoduje nadmierne łaknienie i potrzebę ciągłego pojadania, co prowadzi do rozwoju otyłości, ale nie przekłada się na obniżony nastrój. Dzieci takie są pogodne i pewne siebie. Ponadto są zwykle wyższe niż rówieśnicy, ponieważ leptyna stymuluje produkcję hormonu wzrostu. Mają też trudną do opanowania potrzebę pojadania słodyczy, gdyż hyperleptynemia obniża wrażliwość na insulinę, czyli powoduje na rozwój insulinooporności. Warto podkreślić, ze leptyna wpływa na większość ważnych szlaków metabolicznych i gospodarkę hormonalną. Ma też duże znaczenie dla procesów obronnych organizmu. Bioreceptory dla leptyny znajdujemy w większości narządów i tkanek i stąd wynika jej ogólnoustrojowe oddziaływanie, co jest szczególnie istotne dla rosnącego organizmu dziecka. Leptyna znajduje się też w mleku matki i dlatego dzieci karmione naturalnie na ogół mniej jedzą i wolniej przybierają na wadze niż dzieci karmione sztucznie.
 

Od brzuszka do brzucha
 

Co drugi z nas jest obarczony genem odpowiedzialnym za rozwój otyłości. Oznacza to, że co drugie dziecko ma genetyczną skłonność do tycia. Odpowiada za to gen FTO(fat mass and obesity associated gene). Nie wpływa on na tempo metabolizmu ani na łaknienie Powoduje jedynie upodobanie do wysokokalorycznej żywności. Dzieci posiadające gen FTO będą instynktownie wybierały pokarmy bogate w tłuszcz i cukier. To przyszli fani fast foodów i chipsów. Dzieci te od wczesnego dzieciństwa wybierają wysokokaloryczne posiłki, przez co pochłaniają dwukrotnie więcej kalorii niż ich rówieśnicy pozbawieni genu FTO. W miarę wzrastania niewielki brzuszek zamienia się w ogromny brzuch, o ile oczywiście nie rodzice nie kontrolują ich sposobu odżywiania się. Ponadto, ta „śmieciowa” żywność, powoduje dysbiozę jelit, która potęguje nadmiar przyjmowanych kalorii, poprzez bardziej wydajne energetycznie trawienie.
 

Strategia leczenia
 

Specjaliści podkreślają znaczenie czynników genetycznych, jednakże masowość zjawiska otyłości w czasach współczesnych pozostawia pewne wątpliwości, co do tego typu założeń. Czyżbyśmy się, bowiem tak bardzo zmienili genetycznie w ciągu niespełna 100 lat? Przecież nasi pradziadowie nie borykali się z problemem otyłości w skali sięgającej niemal połowy populacji. Pozostaje, więc tylko teza o szkodliwości współczesnych wpływów środowiskowych, do których zaliczamy szeroko rozumiany styl życia. Ten rzeczywiście w ostatnim stuleciu bardzo się zmienił. Inaczej się odżywiamy i to jak z tego wynika wcale nie zdrowiej, inaczej też pracujemy i odpoczywamy. Krótko mówiąc ograniczyliśmy do minimum poruszanie się, a sposób żywienia lansowany w mediach i reklamach okazał się dla naszego organizmu toksyczny. Niezależnie, więc od dziedziczonych skłonności do tycia należy podkreślić, że ujawniają się one tylko wtedy, kiedy sami im na to pozwalamy. To przecież rodzice kształtują upodobanie żywieniowe swoich dzieci. To przecież atmosfera panująca w rodzinie wpływa na poziom stresu odbieranego przez dzieci. Leczenie otyłości, potocznie zwane odchudzaniem, jeśli ma być skuteczne powinno przebiegać wielopłaszczyznowo. Powinno ono obejmować szeroko rozumiany styl życia i sposób żywienia całej rodziny, a nie koncentrować się wyłącznie na jadłospisie dotkniętego otyłością dziecka. Biorąc pod uwagę, że wiele otyłych dzieci demonstruje obniżoną samoocenę uważam, że w każdym przypadku otyłości u dziecka należałoby również całą rodzinę skierować na konsultację do psychologa.
 

Zdrowa lodówka
 

Nie oszukujmy się, nadwaga nie bierze się z „sufitu”, sadełko nie zawiąże się na „chlebie i wodzie”. Znakomita większość grubasków to żarłoki, dla których pochłonięcie wystawnego obiadu z przystawką i deserem nie stanowi większego problemu. Są to dzieci z dobrym apetytem i wydawałoby się, że nic prostszego jak zmienić ich nawyki żywieniowe i po kłopocie. Tymczasem to właśnie sprawia rodzicom podstawową trudność. Rzecz w tym, że te złe nawyki dotyczą żywienia całej rodziny. Trudno jest wytłumaczyć dziecku, że nie należy objadać się śmieciowymi łakociami i pochłaniać litry słodkich napojów, skoro pozostali domownicy nieustannie to czynią. Odchudzanie staje się wtedy niezrozumiałą, niezawinioną karą w oczach dziecka. W wyrabianiu odruchów prawidłowego żywienia, podobnie, jak w wychowaniu, najważniejszy jest przykład, jaki dają rodzice. Otyłe dzieci wybierają przede wszystkim pożywienie bogate w cukry i tłuszcz i jeśli nie dostaną tego w codziennym jadłospisie, same po nie sięgną do lodówki. „Zdrowa” lodówka, pozbawiona wysokoenergetycznych produktów jest, więc jednym z warunków powodzenia terapii odchudzających. Należy podkreślić, że genetycznie uwarunkowana skłonność do tycia nie doprowadzi do otyłości, jeśli preferowany w rodzinie modelu żywienia będzie prawidłowy. Gdy zaś większość domowników ma nadwagę, to jest oczywiste, że model żywienia nie jest właściwy.
 

Nie głodem, lecz zupami i kaszą
 

Koniecznym elementem leczenia otyłości jest właściwe żywienie. Wbrew utartym opiniom dieta odchudzająca nie oznacza głodzenia, zwłaszcza u dzieci. Powinna być normokaloryczna kaloryczna i naturalnie zrównoważona. Oznacza to, że podstawą żywienia są warzywa i kasze lub naturalny, niełuskany ryż. Stosowanie diet eliminacyjnych np. niskowęglowodanowych albo wyskobiałkowych jest błędem. Jedynymi produktami, które należy całkowicie wyeliminować są słodycze, słodkie nabiałowe desery, biały cukier i biała mąka. Białe pieczywo zamieniamy na razowe, a w codziennych kuchennych przepisach zamiast białej mąki stosujemy mąką razową. Człowiek od zarania dziejów był istotą wszystkożerną. Jednakże w jego codziennej diecie zdecydowanie przeważały rośliny, owoce i ziarno. Ziarna, czyli kasze i chleb pełnoziarnisty zawsze stanowiły podstawę naszego żywienia, dostarczając większości niezbędnych do życia minerałów i witamin. Nie wolno, zatem ograniczać produktów zbożowych. Szczególnie ważna dla dzieci jest kasza jaglana. Biała mąka nie tylko jest pozbawiona wielu wartościowych składników, ale zgodnie z najnowszymi badaniami klinicznymi wręcz szkodliwa, gdyż pogłębia sprzyjające otyłości zaburzenia. W Polsce dostępna jest mąka razowa w trzech rodzajach – pszenna, żytnia i gryczana. Różnią się one smakiem i zastosowaniami – warto o tym poczytać. Innymi słowy należy przejść na naturalny sposób żywienia. Unikamy drobiu (indyk to też drób) i wieprzowiny – chyba, że pochodzą z hodowli ekologicznych. Najzdrowsza jest wołowina. W każdym razie mięso i wędliny nie powinno dominować w jadłospisie. Można je zastąpić nabiałem i rybami. Tłuste żółte sery zamieniamy na twarogi. U małych dzieci podstawą gorących posiłków należy uczynić zupy. Pamiętajmy, że im bogatszy będzie bukiet warzyw, z których ugotujemy zupę, tym wartościowszy uzyskamy odwar. Nie stosujemy natomiast żadnych kostek rosołowych i innych podobnych „wzbogacaczy smaku”.
 

Tłuszczów nie eliminujemy, ale ograniczamy.
 

Mówiąc o węglowodanach i produktach mącznych nie sposób pominąć kontrowersyjnej kwestii cukru. Istnieje wiele teorii zakładających jego szkodliwość i nie jest to właściwe miejsce na szeroką polemikę z tymi poglądami. Chciałabym tylko wyjaśnić, że nie należy utożsamiać cukru ze słodyczami. Cukier naturalny, brązowy w rozsądnych ilościach nie przynosi nam szkody, a nawet działa korzystnie. Słodycze zjadane kilogramami na pewno są szkodliwe, zwłaszcza, jeżeli są to wyroby przemysłu cukierniczego, które zawierają rozmaite niezdrowe dodatki, poczynając od jajek w proszku, a kończąc na barwnikach, aromatach i zagęszczaczach. Na początek proponuje w ogóle zrezygnować ze słodkich deserów. Później, polecam wypieki domowe z mąki razowej.

Podstawę jadłospisu powinny stanowić warzywa i owoce. Są one źródłem naturalnych, łatwo przyswajalnych witamin i soli mineralnych. Ich znaczenie dla naszego zdrowia jest tak wielkie, że zasługują na miano podstawowych leków roślinnych. Przywracają równowagę w zakłóconym metabolizmie tłuszczów i węglowodanów. Słodkie warzywa i słodkie owoce leczą wszechobecną u grubasów potrzebę ciągłego pojadania słodyczy. Bardzo ważny jest sposób przyrządzania warzyw. Można je jeść na surowo, gotować na parze dusić lub smażyć. Warzywa gotowane tradycyjnie, w wodzie mają niewielką wartość odżywczą, ponieważ razem odwarem, wylewamy zawarte w nich sole mineralne i witaminy. Owoce jemy na surowo, wyciskamy z nich sok lub gotujemy kompoty, które są bardzo wartościowym napojem i ogromna szkoda, że coraz rzadziej znajdują się w naszym jadłospisie.

I jeszcze jedno, zjadamy nie więcej niż trzy posiłki dziennie. W międzyczasie pijemy zioła i soki owocowe. Musimy kategorycznie zaprzestać częstego pojadania, w przeciwnym razie nadal będziemy nakręcać zaburzenia prowadzące do pogłębiania się otyłości.

Odrębnym zagadnieniem, które zawsze powinno towarzyszyć leczeniu otyłości jest regulacja probiozy. Niezależnie od zmiany zasad żywienia należy zadbać o florę jelit. Pamiętajmy, że otyłości prawie zawsze towarzyszy dysbioza jelit i to ona, między innymi, jest odpowiedzialna za niekorzystny efekt „jo-jo”. Należy, więc równolegle zastosować codzienną dawkę bakterii probiotycznych, czyli probiotyków i ziół ułatwiających im kolonizację jelit.
 

Magia ruchu
 

Ruch ma ogromne znaczenie dla naszego zdrowia. Człowiek nie jest zwierzęciem osiadłym, ale poruszającym się. Ruch jest nam potrzebny do utrzymania prawidłowego krążenia krwi i limfy, a wiec do właściwego odżywienia tkanek. Bez tego żadna odnowa organizmu nie jest możliwa. W przypadku otyłości, zwłaszcza powikłanej zespołem metabolicznym ruch jest osią naturalnej terapii. Tym bardziej, że otyłość stopniowo unieruchamia. Grube dzieci poruszają się wolniej i łatwiej się męczą. Wysiłek fizyczny pozwala też rozładować stres. W grupie nastolatków, podobnie, jak u dorosłych, codzienna porcja ćwiczeń jest warunkiem efektywnego leczenia. W sposób istotny obniża hyperleptynemię i hyperinsulinizm. Ruch jest osią naturalnej terapii. Tkanka mięśniowa zawiera, bowiem bardzo dużo receptorów dla insuliny, a ich obniżona aktywność jest jednym z wiodących mechanizmów hiperinsulunizmu i osiowym zaburzeniem metabolicznym w otyłości. Aktywność ruchowa może ponownie uwrażliwić komórki mięśniowe na działanie insuliny. Oczywiście powinna ona być dostosowana do możliwości i wieku dziecka. Małym dzieciom wystarczy pozwolić biegać z rówieśnikami.
 

Gruby nie znaczy zdrowy
 

W powszechnej opinii dzieci szczupłe określane są jako mizerne i potencjalnie chorowite, a ich normalny apetyt wzbudza frustrację u rodziców i babć, które z zaangażowaniem godnym lepszej sprawy starają się takiego „niejadka” za wszelką cenę dokarmić. Za to dzieci otyłe uważane są za „dobrze wyglądające” i zdrowe, a ich wielki apetyt, żeby nie powiedzieć żarłoczność, znajduje w rodzinie powszechną akceptację i uznanie. Co więcej, bywa on kojarzony z dobrą kondycją, siłą i zdrowiem. Niestety, poglądy te bardzo mocno mijają się z prawdą. Otyłość w każdym wieku niesie ze sobą poważne zagrożenia dla zdrowia. Ze względu na zbyt duże przeciążenie kośćca grube dzieci są bardziej narażone na deformacje kręgosłupa i stawów, zwłaszcza biodrowych i kolanowych. Ponadto obserwuje się u nich wysokie ryzyko wystąpienia nadciśnienia tętniczego, astmy oskrzelowej i refluxu żołądkowo przełykowego. U otyłych nastolatków poziom cholesterolu jest wyższy niż w u ich szczupłych rówieśników. Są oni również obarczeni dużym ryzykiem rozwoju cukrzycy insulinoniezależnej, inaczej zwanej cukrzycą typu dorosłych. Dodatkowo, u grubych dzieci częściej stwierdza się depresję wynikającą z obniżonego poczucia własnej wartości, co przekłada się na gorsze wyniki w nauce. Nie oszukujmy się. Otyłość zawsze jest szkodliwa i nie ma nic wspólnego ze zdrowiem. Oczywiście otyłe niemowlę najczęściej chudnie około drugiego roku życia, kiedy jego aktywność ruchowa wzrasta, ale z nadwagi pojawiającej się po drugim roku życia nie zawsze dziecko wyrasta. 15% Grubych przedszkolaków to w przyszłości otyli dorośli, a w populacji grubych nastolatków to już blisko połowa. Z otyłości niekoniecznie się wyrasta. Niemal, co drugi gruby nastolatek pozostaje otyły. Im wcześniej pojawia się nadwaga i im dłużej trwa tym większe stwarza ryzyko otyłości w wieku dorosłym. Aż 90% grubych nastolatków to w przeszłości grube przedszkolaki. Światowa Organizacja Zdrowia uznała otyłość za chorobę cywilizacyjną, ponieważ dotyczy połowy ludzkości i jednej piątej populacji dzieci. Niestety prognozy nie są optymistyczne. W ostatnim dwudziestoleciu liczba grubasów potroiła się i dalej narasta lawinowo. Najnowsze badania sugerują, że za predyspozycje do tycia. Odpowiadają wzajemne oddziaływania pomiędzy czynnikami genetycznymi i nieprawidłową, czyli dysbiotyczną mikroflorą jelit. Do otyłości dochodzi jednak tylko wtedy, kiedy sami na to zezwalamy poprzez zły sposób żywienia.

Reasumując należy podkreślić, leczenie otyłości musi przebiegać wielopłaszczyznowo. Równolegle należy, więc:

  • Zmienić sposób odżywiania
  • Zastosować probiotyki i zioła
  • U dzieci w wieku szkolnym wprowadzić codzienną porcje ruchu
  • Zastosować indywidualnie dobrane leki homeopatyczne i porady psychologa rodzinnego w celu poprawienia sytuacji emocjonalnej dziecka.

dr Bożena Ryczkowska
fot:sxc.hu

Czytelnia: