NaturalnaMedycyna

Cierpienie

Większości z nas medycyna kojarzy się przede wszystkim z leczeniem. Ale co to jest właściwie leczenie...? Powiedzieć można: likwidacja objawów choroby oraz, o ile to możliwe, jej przyczyn. Z punktu widzenia lekarza o objawach i przyczynach choroby powiedzieć można niewątpliwie bardzo, bardzo dużo. Z punktu widzenia chorego podstawowym wymiarem choroby, czynnikiem, który pozwala mu ja identyfikować, który powoduje, że zwraca się on po pomoc do lekarza jest CIERPIENIE.


Stan choroby to rzecz jasna nie jedyny rodzaj cierpienia. Nie każdy jego rodzaj jest jednoznacznie identyfikowany jako zło, nie każdy mobilizuje nas do działań natychmiast likwidujących stan cierpienia. Niekiedy cierpienie ludzie zadają sobie sami i to w pełni celowo i świadomie.


W swoich rozważaniach o szczęściu prof. Tatarkiewicz (W. Tatarkiewicz - "O szczęściu"- PWN 1965) dzieli cierpienia na cielesne i duchowe. Te pierwsze, w jego ujęciu, mają swe źródła we wrażeniach ustrojowych (zmęczenie, głód, pragnienie, uczucie chłodu), lub we wrażeniach zewnętrznych (jedzenie czegoś niesmacznego, przykry zapach, słuchanie drażniącego dźwięku). Cierpienia duchowe, są zdaniem Tatarkiewicza, oparte na wyobrażeniach. Wyobrażenia te dotyczą świadomości istniejącego zła. Cierpieniem może być też w tym ujęciu świadomość niedostatecznego dobra. O ile cierpienia cielesne dotyczą w sposób oczywisty teraźniejszości, o tyle duchowe mogą również dotyczyć przeszłości jak i przyszłości. Wspomnienie bólu, przykrości, krzywdy czy straty wywołuje cierpienie nawet po długim bardzo czasie. Wśród cierpień wywoływanych wyobrażeniami wybiegającymi w przyszłość Tatarkiewicz wyróżnia szczególnie obawę, oczekiwanie, poczucie niepewności i beznadziejność. To, co wydaje się w tym ujęciu najistotniejsze dla wszelkich rozważań o cierpieniu to człowiek jako podmiot cierpienia, który subiektywnie określa to czy przeżycia, których doświadcza są czy tez nie są cierpieniem i jakie jest tego cierpienia nasilenie. Nie istnieje w tej kwestii żadna "obiektywna prawda".


Refleksja ta wydaje się szczególnie ważna dla wszystkich tych, których działalność skierowana jest na pomoc w usuwaniu lub redukowaniu cierpienia, a wiec szczególnie lekarzy i psychoterapeutów. Doświadczenia tych ostatnich wyraźnie pokazują jak rożne czynniki i sytuacje zewnętrzne wywołują poczucie cierpienia u różnych ludzi, jak różna może być indywidualna odporność na cierpienie oraz jak rozmaite są sposoby na radzenie sobie z nim. Dla jednych i drugich najistotniejsze może być prawdziwie głębokie przekonanie o jedności i integralności człowieka w wymiarze fizycznym i duchowym. Nie należy spodziewać się sukcesów w "leczeniu duszy" kogoś, kto cierpi dolegliwości fizyczne, lub, którego ciało choruje, jak również nie powiodą się zabiegi leczenia objawów choroby pacjenta, który jest nieszczęśliwy lub żyje w stresie.


Mimo owego subiektywizmu, który stanowi najczęściej spotykane podejście do zagadnień cierpienia, nie brak badań i poglądów próbujących nazwać i opisać czynniki najczęściej wywołujące ludzkie cierpienie. Na kongresie amerykańskich kardiologów jeden z prelegentów przedstawił wyniki wspólnych badań lekarzy i psychologów wyróżniających trzy przekonania, które zabijają. Ludzie, którym w życiu towarzyszy któreś z nich są szczególnie podatni na nadciśnienie tętnicze i zawał serca. Przekonaniami tymi są: hopeless (brak nadziei), helpless (bezsilność) i worthless (poczucie bezwartościowości). Niezależnie od tego jak celne i jak uniwersalne wydają nam się wyniki tych badań, ukazują one coś bardzo istotnego. Dla człowieka cierpiącego brak nadziei i poczucie bezsilności czy bezradności są zabójcze. Same te odczucia są źródłem cierpienia a pomoc w ich usunięciu, czy zredukowaniu mogą być najważniejszymi postulatami dla lekarza, czy psychoterapeuty.


Zupełnie inne podejście do źródeł cierpienia spotykamy w filozofii wschodu, a w szczególności w buddyźmie. W pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że w ujęciu tym źródłem wszelkiego cierpienia jest pycha i pożądanie. Dla ludzi cywilizacji euroamerykańskiej, tak bardzo przywiązanej do zdobywania i posiadania rzeczy sama refleksja, iż nie jest to jedyny i uniwersalny sposób życia może być "lecząca" i uwalniająca od cierpienia.


Kiedy wspominam o cywilizacji euroamerykańskiej, a więc cywilizacji zbudowanej na chrześcijańskich podstawach pojawia się jeszcze jeden ważny i być może najbardziej skomplikowany aspekt stosunku człowieka do cierpienia. Nie zawsze jest ono traktowane jako zło, nie zawsze człowiek może i powinien go unikać. Cierpienie, zwłaszcza to, na które człowiek decyduje się sam w imię szczytnych celów, uważane za zasługę, a nawet może stanowić przyczynek do przyszłego zbawienia. Umartwianie się jest w tradycji chrześcijańskiej przymiotem osób szlachetnych, "miłych Bogu". Męczeńska śmierć stanowi niezbędny warunek na drodze do świętości. Przekonania takie, są głęboko zakorzenione w naszej zbiorowej świadomości, trochę jako tajemnica zbawienia, trochę jako przestroga, a trochę jako postulat na życie "dobrego chrześcijanina". Wszak to u Mickiewicza w czasie obrzędu dziadów padają słowa:


"... Że według bożego rozkazu
kto nie doznał goryczy ni razu
Ten nie dozna słodyczy w niebie..."

(A. Mickiewicz - "Dziady" cz. II)


Czy jednak cierpienie, na które sami świadomie się decydujemy pozostaje jeszcze cierpieniem? A jeśli tak, to, w jakim stopniu jego skutki redukuje poczucie sensu, ważności czy powinności?

Osobną kwestią związaną z cierpieniem w filozofii chrześcijańskiej jest traktowanie go, jako zesłanego przez Boga, jako "doświadczanie człowieka przez Boga" i jako konieczność odkupienia grzechu pierworodnego, czy tez jako kary za grzechy obecne. Znoszenie takiego cierpienia i zgoda na nie wymaga silnej wiary. Z pewnością taka silna wiara w sens i konieczność cierpienia redukuje jego destrukcyjne działanie.

Wracając do punktu wyjścia moich rozważań, o znaczeniu działań medycznych w leczeniu cierpienia, ważne wydaje mi się kilka podstawowych postulatów:

  • Nadrzędnym celem działań lekarza winien być człowiek, a nie jego choroba.
  • Podstawowym powodem, dla którego człowiek poddaje się leczeniu jest chęć ograniczenia cierpienia.
  • Tylko cierpiący człowiek może subiektywnie stwierdzić, czy i w jakim stopniu cierpi.
  • Nikt nie może za innego człowieka stwierdzić, ze jego cierpnie jest mało ważne, potrzebne albo zasłużone.
  • Każdy ma prawo świadomie poddać się cierpieniu, w zgodzie ze swoim rozumieniem świata i oczekiwać, ze taka decyzja nawet, jeśli niezrozumiała, będzie szanowana.
  • Zadaniem szeroko rozumianej medycyny jest pomoc w zniesieniu cierpienia oraz rzetelne poszukiwanie i eliminowanie jego źródeł.

Tak nakreślone zadania może ze szczególnymi sukcesami realizować naturalna medycyna, która z założenia traktuje człowieka jako fizyczną i duchową jedność, a w metodach swego oddziaływania korzysta z pełni zgromadzonej przez wieki wiedzy i doświadczeń ludzi różnych kultur.

       

Andrzej Ochremiak

Czytelnia: