NaturalnaMedycyna

Depresja

Somatycznie rzecz biorąc depresja nie istnieje, nikt się z nią nie rodzi. Na świat przychodzimy bez skazy, powołani do szczęścia. Smutek, strach, przygnębienie są skutkiem dotkliwego doświadczania rzeczywistości.

Mglista granica

Depresja pojawia się nieoczekiwanie. Nie można jej jednak nie zauważyć, tak jak trudno nie zauważyć bólu doskwierającego zęba. Na początku wprawdzie tylko pobolewa, ale nie leczony, prędzej czy później da nam do wiwatu. Prawdziwy kłopot zaczyna się wtedy, gdy stwierdzamy, że przygnębienie, frustracja, zaburza nasze normalne funkcjonowanie, nie pozwala nam żyć. Sama chwila, w której możemy zacząć mówić o depresji, jest jednak niewyczuwalna. Granica między zwykłym obniżeniem nastroju, a poważnym w skutkach permanentnym stanem przygnębienia, jest trudna do uchwycenia, nawet dla specjalistów. Czasami potrafimy ją nazwać, powiedzieć: już sobie nie radzę, czasami takie wskazówki wysyła nam otoczenie. Decyzja o podjęciu pierwszego kroku w leczeniu należy jednak wyłącznie do nas.

Problem depresji jest szerszy niż nam się wydaje. Statystycznie, znacznie wykracza poza zdeklarowanych chorych, właśnie z powodu tej mglistej granicy. Kliniczny opis objawów depresji znalazł się już w pismach Hipokratesa. Przełom XX i XXI wieku zdawać by się mógł czasem „mody na depresje”, tymczasem „modą” jest coraz szybsze tempo życia, a depresja zaledwie jego skutkiem. To jak radzimy sobie z nowym traktowaniem czasu, wielką gonitwą ku „lepszemu”, zależy w dużej mierzy od tego, kim jesteśmy.

Osoby o wyższym poziomie wglądu w samego siebie, większej świadomości swoich zachowań i reakcji, lepiej radzą sobie ze stresem, a co za tym idzie szybciej są w stanie określić, kiedy mogą poradzić sobie sami, a kiedy potrzebują pomocy. Ci, u których autorefleksja nie jest aż tak pogłębiona, poziom stresu jest mniej wytrenowany i trudniej im określić moment nadejścia choroby.

Początek

Depresja nie powstaje nagle, rodzi się z rzeczy nagromadzonych, które na skutek spiętrzenia nie dają się już tak łatwo uporządkować. Pierwszym sygnałem mogącym świadczyć o zbliżających się kłopotach jest fakt, że przestajemy nadążać za tym, co się dzieje. Organizm wysyła czerwone światło: „przeładowałeś”. Najskuteczniejszym sposobem, aby uniknąć takiej sytuacji, jest rozwiązywanie małych problemów. Tutaj szkoły są różne: jedni dokładnie określają rzeczy, z którymi sobie nie radzą, inni obchodzą je, jeszcze inni spychają do podświadomości, próbując w strusiej pozycji przeczekać nawałnice.

Sposoby walki

Techniki walki z problemem są bardzo różne. Na pewnym etapie wystarczy rozmowa z samym sobą – wystawienie głowy z piasku, rozejrzenie się po rzeczywistości, (ważne jest ustalenie hierarchii: tu jest praca, tu dom, tu rodzina) jasne określenie sytuacji i założenie pewnego programu działania. Jeśli problemem jest praca to warto np. wziąć urlop – z perspektywy czasem łatwiej dostrzec rozwiązania, czasami szereg problemów zdezaktualizuje się i rozwiąże sam. Drugim sposobem może być ustalenie hierarchii ważności ponaglających nas spraw i rozpoczęcie od najprostszych, tych, które pójdą szybko i zostaną za nami. Trzecią – zepchnięcie części obowiązków na kogoś kompetentnego. Dzięki takim zabiegom, zmaleje poczucie niemożności, stres zmniejszy się i zobaczymy przed sobą jakąś drogę, którą można będzie można podążyć. Niekoniecznie od razu wielką, spokojną przestrzeń, ale światełko w tunelu – coś, co nas odblokuje, co pozwoli nam ruszyć do przodu.

Bywa, że stres nas przerasta. Wtedy zbawienną może okazać się rozmowa z przyjacielem. Zazwyczaj łatwiej rozmawia się nam z osobą tej samej płci. Przyjaciel to po pierwsze - osoba życzliwa nam, po drugie - znająca nas i po trzecie – to ktoś, kto nie zaważy na pozycjonowaniu samego siebie. Przed nim właśnie często otwieramy się, by poprzez werbalizacje i wymianę zdań, poukładać piętrzący się wokół nas chaos. Gdy to nie pomaga udajemy się do osoby bardziej kompetentnej i jednocześnie, co nie jest dla niektórych obojętne- obcej, czyli psychologa. Jest to postać o tyle istotna, że potrafi słuchać nie tylko wypowiedzi, ale całej pozawerbalnej otoczki. Psycholog dociera głębiej, wyciąga średnią z naszych zachowań i wypowiedzi – znajduje relacje między osobą a problemem, dzięki czemu skuteczniej dociera do rzeczywistej przyczyny problemu.

Trudne przełomy

Każdy przełom w naszym życiu powoduje rozchwianie psychiczne. Źle wpływają na nas choroby, niezdrowa atmosfera, porażki, sprawy większej wagi jak np. postępujące w miarę upływu lat niedołęstwo. Najbardziej zagrożeni depresją są 20-sto, 30-stolatki. To okres największej aktywności. Depresja dopada nas przede wszystkim z powodu tego, że mamy bardzo dużo do wygrania i jednocześnie wiele do stracenia. Wprawdzie odporność fizyczna jest wtedy największa, ale nie jesteśmy na tyle rozwinięci, aby nadążyć za tempem tego, co się wokół nas dzieje. Im jesteśmy starsi tym większym dysponujemy doświadczeniem, co sprawia, że skala możliwości rozwiązania problemu, rozszerza się. To, co w wieku 20-stu, 30-stu lat wydawało nam się wielką przeszkodą, pojmujemy za parę lat, jako drobny kamyk, który można z lekkością kopnąć. Te same problemy stają się mniej znaczące, bo nie walczymy już o pozycję, do której dążyliśmy. Nasze ja osiąga pewien status, dzięki czemu odporność na depresję zwiększa się.

Depresja dziecięca

Skala stresu u dziecka jest taka sama jak u dorosłych. Objawy kliniczne są inne, ale psychologicznie problem jest podobny. Dziecko w miarę wzrostu wchodzi w coraz bardziej skomplikowane relacje, doznaje coraz nowszych bodźców. Stopniowo zaczyna wykraczać poza znany świat ograniczający się do jednego miejsca i kilku zaledwie osób - przecina mur bezpieczeństwa, staje samotnie, oko w oko z nową rzeczywistością, której reakcji nie zna.

Dzieci są z natury introwertyczne, rzadko, więc opowiadają nam o swoich prawdziwych kłopotach. Objawy dziecięcej depresji często są przez rodziców niedostrzegane. Jest to poniekąd zrozumiałe, ponieważ oblicza dziecięcej depresji są inne niż u dorosłych. Częstym symptomem przygnębienia jest w tym wieku brak łaknienia albo żarłoczność. Innym może być małomówność i powściągliwość w okazywaniu uczuć lub nadmierne rozdrażnienie.

Polskie metody wprowadzania dzieci w nowe środowisko są dość drastyczne, w porównaniu ze skandynawskimi. Tam problem stresu u dziecka został rozwiązany inaczej. Pierwszy kontakt z przedszkolem nie jest wcale nagłym zerwaniem pępowiny. Dzieci przychodzą do niego w towarzystwie mam, które pozostają z dziećmi przez kilka pierwszych tygodni. Dodatkowo zostaje zastosowany psychologiczny mechanizm przerywania zabawy w najciekawszym momencie, co powoduje, że w dziecku budzi się chęć dokończenia jej – samo pyta, kiedy wróci do przedszkola. Obserwacja rówieśników zachowujących się w podobny sposób wykształca w dziecku poczucie bezpieczeństwa i nowe formy zabawy. Po paru tygodniach zaczyna się rozwiązywanie problemu rozstania z rodzicami. Matka początkowo odchodzi tylko na chwilę i co nie jest obojętne - wraca z czymś, czego dziecko potrzebuje: np. napojem. Matki oddalają się na coraz dłużej, lecz wymiennie. Nigdy razem. Kiedy znika na dobre z zasięgu wzroku dziecko niemal tego nie zauważa, bo mechanizm podejrzenia zostaje wcześniej opanowany.

„Tykająca bomba”

Na depresję składa się wiele czynników: środowisko, wychowanie, atmosfera rodzinna, sytuacja materialna, wykształcenie. Każdy przypadek to osobna historia. Leczenie najczęściej poprzedza psychoterapia.. Czas jej trwania zależy od stanu pacjenta. Czasami wystarczy kilka rozmów, czasem przyczynę problemu bada się latami, ponieważ pacjent jest „tykającą bombą”, którą psycholog musi sukcesywnie rozbrajać. Jest to o tyle trudne, że często sami nie pamiętamy, co mogło zaważyć na naszym złym samopoczuciu, spychamy konflikty do podświadomości. Specjalistami są w tej sztuce mężczyźni - rola, jaką pełnią w społeczeństwie, nie pozwala przyznać się im do porażki, udają więc, że nie ma problemu, podczas gdy konflikt niezauważalnie w nich narasta. Psycholog po symptomach, dociera do źródła choroby i w racjonalny sposób objaśnia sytuacje. Nie rozwiązuje dylematów za pacjenta. Towarzyszy mu w jego własnych zmaganiach – podpowiada, wskazuje najodpowiedniejsze rozwiązania, działania, - czasem wspiera w chwilach zwątpienia we własne siły.

W poważniejszych przypadkach w ramach terapii, stosuję się dodatkowo leki. To one pomagają nam się uspokoić: wyhamowują percepcję i rozładowują receptory. Zyskujemy dystans, niepokój rozmywa się, nie odczuwamy problemu już tak dotkliwie i łatwiej nam sobie z nim poradzić.

Jak zapobiegać?

Jak zapobiegać depresji? Specjaliści twierdzą – dekalog i ja. Dekalog to najważniejszy obowiązujący kanon, zbiór praw uniwersalnych – żadna religia nie pochwala zabójstwa, zdrady, kłamstwa, każda promuje prawość, miłość, radość. Trzymanie się tych podstawowych zasad z uwzględnieniem własnych ambicji i celów, niepowtarzalnej części własnego istnienia, pozwala osiągać harmonię. Aby zachować w niej trzeźwość umysłu i pogodę ducha, należy także racjonalnie wyznaczać sobie kolejne szczeble w realizacji marzeń. Porywanie się z motyką na słońce prowadzi do frustracji, czasami warto uświadomić sobie, że celem jest droga do celu. To ona tak naprawdę jest ważna, to ona nas uszczęśliwia. Ktoś kiedyś tak trafnie powiedział:

„Szczęście – to nie stacja docelowa, to sposób podróżowania”

 

rozmowy z psychologiem Krzysztofem Gromanem spisała Agata Wirt

Czytelnia: