NaturalnaMedycyna

W niezgodzie z naturą

Niewątpliwie w zamierzchłych czasach ludzi też nękały rozliczne choroby, które bardzo często kończyły się śmiercią. Spowodowane były infekcjami, ranami odniesionymi w walce. Z dnia na dzień ludzie walczyli o przetrwanie zmagając się z przeciwnościami przyrody.

Okres życia prymitywnych ludzi był znacznie krótszy i wynosił 20 - 30 lat. Dla nich śmierć była tak naturalnym zjawiskiem jak narodziny. Lekarstwem na choroby były zioła i zabiegi szamanów. Ludzie ci żyli zgodnie z prawami natury, w tym samym środowisku, w jakim żyły zwierzęta, odżywiali się takimi samymi składnikami pokarmowymi jak one. Szansą na przetrwanie był nieustannie doskonalący się mózg, który pozwalał w lepszym stopniu niż zwierzętom dostosować się do zmieniających się warunków otoczenia i pokonać je w walce o dostęp do pożywienia. Ludzie osiedlając się nad brzegami rzek, jezior, morza zaczęli prowadzić osiadły tryb życia. Ryby i skorupiaki były cennym źródłem protein i związków tłuszczowych w rozwoju mózgu. Objętość mózgoczaszki u nich była większa niż u ludzi trudniących się zbieractwem i polowaniem. Zwiększona ilość urodzeń na takich obszarach była regulowana przez samą przyrodę i związana z łatwością zdobywania pożywienia. Osiadły tryb życia wiązał się z potrzebą magazynowania i przechowywania żywności. Naturalnymi środkami konserwującymi było suszenie i wędzenie. Budowa domów była pierwszym etapem izolowania się ludzi od warunków naturalnych.

Zagubione zdrowie

Rozwój naszej współczesnej cywilizacji związany jest z powiększaniem się wielkomiejskich aglomeracji. Prawie całkowicie odizolowaliśmy się od otaczającej przyrody betonowymi ścianami i szkłem. Jedyną formą rekreacji jest urlop nie na łonie przyrody, ale w wygodnych apartamentach. Nieustanny pośpiech w pogoni za dobrobytem nie sprzyja zdrowemu odżywianiu. Nie musimy już zdobywać środków spożywczych, ale nabywamy je w supermarketach i restauracjach. Jedynym ich mankamentem jest to, że naszpikowane są konserwantami, substancjami poprawiającymi smak, barwnikami, cukrem. Pijemy wodę odfiltrowaną od ścieków. Zioła i naturalne środki lecznicze zostały zastąpione preparatami chemicznymi. Problem polega na tym, że mamy organizm normalnego ssaka i źle tolerujemy substancje chemiczne. Obserwując zwierzęta zauważyłem, że nie zjedzą dobrowolnie chemicznego leku uważanego przez weterynarza za leczniczy. Zatraciliśmy całkowicie instynkt samozachowawczy powierzając najcenniejszą rzecz, jaką posiadamy – zdrowie, specjalistom medycyny.

 

Naukowcy nieustannie utwierdzają nas w przekonaniu, że sami nie możemy decydować o stanie swojego zdrowia. Zostaliśmy w pewnym sensie ubezwłasnowolnieni. Poddajemy się chemicznej terapii, którą serwują nam lekarze i których obdarzyliśmy bezgranicznym zaufaniem. Nie neguję roli współczesnej medycyny w walce z chorobami, ale jej komercyjny charakter i niewłaściwy kierunek rozwoju. O tym jaki to ma być kierunek i jaki rodzaj leków stosowany w lecznictwie, decydują międzynarodowe korporacje farmaceutyczne. Jedynym ich celem nie jest poprawa naszego stanu zdrowia, ale osiąganie maksymalnych dochodów finansowych. Laboratoryjne badania nad lekami mają wyłącznie charakter komercyjny. Ich ostatecznym celem jest wyprodukowanie takich specyfików, które likwidują objawy i skutki a nie przyczyny chorób. W tym miejscu należy zadać sobie pytanie – dlaczego? Otóż chodzi o to, aby chory człowiek zażywał leki częściowo łagodzące skutki choroby i brał je do końca życia. Staje się wtedy przewlekle chorym człowiekiem, często zasięgającym porady lekarza. Dzięki temu jest skazany na zażywanie coraz nowszej generacji farmaceutyków. Najbardziej z tego powodu są zadowoleni ich producenci. Skutki takiej terapii są ,"rewelacyjne". Przewlekłe stosowanie preparatów chemicznych powoduje kumulowanie się ich odpadowych substancji toksycznych w obrębie wszystkich narządów, prowadząc w końcowym efekcie do ich uszkodzenia. Pacjent zgłasza swojemu lekarzowi kolejne dolegliwości. Wprowadzane są więc następne preparaty do leczenia a stan jego zdrowia pogarsza się nieustannie. Wszelkie badania laboratoryjne dotyczące oddziaływania leków na organizm człowieka mają udowodnić w sposób naukowy ich pozytywną rolę w hamowaniu rozwoju choroby i minimalnych skutkach ubocznych. Lekarze są więc skazani na stosowanie takich preparatów jakie wyprodukuje przemysł farmaceutyczny a chorzy ludzie na swoich lekarzy. W środowisku lekarskim wszelkie odstępstwa od przyjętego schematu leczenia, grożą utratą prestiżu zawodowego, izolacją, zwolnieniem z pracy a w ostateczności utratą prawa wykonywania zawodu.

 

Tendencja potwierdzania wszystkich swoich sukcesów publikacjami w prasie medycznej jest działaniem celowym. Wszelkie prace naukowe, które nie są zgodne z obowiązującymi regułami narzuconymi przez przedstawicieli przemysłu farmaceutycznego i naukowców, zostają odrzucone i idą w zapomnienie. Taki los spotkał dr. Webera, który latach 70-tych ubiegłego wieku znalazł przyczynę rozwoju chorób nowotworowych ( rodzaj pasożyta, wielkości bakterii o cechach fizycznych bakterii i wirusa ). Jego prace nie były zgodne z kierunkiem prowadzonych ówcześnie badań naukowych. Zaniechano ich dalszego finansowania a publikacje naukowe pominięto milczeniem. Wszyscy lekarze mający odmienne poglądy na temat kierunku rozwoju medycyny są izolowani i mogą publikować swoje obserwacje tylko w wydawnictwach niemedycznych oraz na stronach internetowych. Książki, z których czerpię swoją wiedzę napisali lekarze, ale żadna z nich nie została wydana przez wydawnictwo medyczne.

Czy bakterie i wirusy są przyczyną chorób?

Informacje, jakie chcę Państwu przekazać pozornie wydaje się bezsensowne. Utrwaliło się przekonanie w naszej świadomości, że bakterie i wirusy są bezpośrednio odpowiedzialne za rozwój chorób infekcyjnych. Ja twierdzę coś wręcz przeciwnego. Przyczyną wystąpienia tego rodzaju chorób jest źle funkcjonujący system odporności. Jesteśmy nosicielami całego kompletu drobnoustrojów, ale w stanie pełnego zdrowia nie dochodzi do ich inwazji i rozwoju choroby. O ile zostanie zakłócona równowaga między stanem odporności organizmu a mikrobami na korzyść tych ostatnich, w takim wypadku dochodzi do rozprzestrzeniania się zakażenia. Przyczyny rozwoju chorób należy szukać w niewłaściwym funkcjonowaniu całego organizmu.

Co wiemy o systemie odporności organizmu

W skład układu odpornościowego wchodzą centralne i obwodowe narządy limfatyczne takie jak: grasica, szpik kostny, limfatyczne węzły chłonne, migdałki, grudki limfatyczne rozsiane w obrębie całego organizmu, tkanka limfatyczna związana z błonami śluzowymi oraz zespoły komórek o różnorodnych funkcjach. Tymi ostatnimi są limfocyty (dorosły człowiek ma ich około 1 kg) pełniące rolę strażników i obrońców oraz makrofagi, których zadanie polega na pochłanianiu i usuwaniu śmieci. Jeżeli nie chorujemy i cieszymy się zdrowiem, zawdzięczamy to sprawnie działającemu systemowi odpornościowemu. Przebycie krótkotrwałej infekcji świadczy o tym, że nasz organizm stoczył zwycięską walkę z mikrobami. Układ odpornościowy ściśle współpracuje z układem nerwowym i hormonalnym. Posiada zdolność precyzyjnego rozpoznawania składników własnego organizmu i odróżniania ich od drobnoustrojów i obcogatunkowych białek. Posiada zdolność szybkiego uczenia się i zapamiętywania informacji o zniszczonym intruzie. Ponowny z nim kontakt owocuje wytworzeniem przeciwko niemu ukierunkowanych w działaniu przeciwciał. Na nasz układ odporności składają się mechanizmy odporności naturalnej, z którymi przychodzimy na świat oraz nabytej, jako czynnie wykształconej odpowiedzi immunologicznej w trakcie życia. Przeciwciała, które matka przekazuje dziecku w okresie życia płodowego, chronią jego ustrój w początkowym okresie życia przed niektórymi groźnymi infekcjami. Choroby w okresie noworodkowym pojawiają się wtedy, kiedy matka nie przekazała dziecku wystarczającej ilości przeciwciał a organizm nie podjął jeszcze próby wytworzenia swoich. Okres wstępnego dojrzewania systemu immunologicznego następuje w okresie niemowlęcym. W tym czasie dziecko stykając się z bakteriami chorobotwórczymi, wirusami i pasożytami wytwarza własne przeciwciała, które chronią je przed rozwojem infekcji. Jest to okres rozpoznawania i zapamiętywania wroga. Dzięki temu w późniejszym okresie życia, pamięć styczności z mikrobami zmusza system immunologiczny do nieustannego wytwarzania przeciwciał jako czynnika ochronnego. Powszechnie uważa się jednak, że efektywność ochrony immunologicznej dziecka jest gorsza niż osoby dorosłej. Optymalna jest dopiero po osiągnięciu pełnej dojrzałości w wieku 12 - 13 lat. Wykładnikiem tego problemu są nawracające zakażenia układu oddechowego, które są przyczyną częstych wizyt u lekarza i hospitalizacji.

Szczepienia ochronne

Nie ulega też najmniejszej wątpliwości, że nasz sprawnie działający system obrony jest czasem bezradny wobec niektórych bardzo groźnych mikrobów. W nie tak odległej przeszłości epidemie dziesiątkowały ludność na całej kuli ziemskiej. Wyprodukowano więc w związku z tym szczepionki, stanowiące uzupełnienie wady systemu odporności. Są one formą nieczynną zarazka. Po ich wstrzyknięciu czy podaniu doustnym, ustrój zaczyna produkować przeciwciała swoiste dla danego szczepu bakterii czy wirusa. Stanowią one pierwszą linie obrony po ponownym kontakcie z nim. Prawidłowy proces dojrzewania systemu immunologicznego i produkcji ukierunkowanych swoistych przeciwciał przeciwko określonym mikrobom może zostać zakłócony. O ile organizm dziecka wychowywanego w warunkach sterylności nie zetknie się z bakteriami i wirusami, nie będzie miał już szansy w późniejszym okresie, po osiągnięciu dojrzałości systemu immunologicznego, w naturalny sposób wytworzyć odpowiednich przeciwko nim przeciwciał. W takim przypadku brak jest bariery chroniącej organizm przed gwałtownym rozprzestrzenianiem się infekcji i rozwojem choroby. Jako antidotum na tę ułomność stosuje się szczepionkę, jeśli znany jest czynnik chorobotwórczy.

Antybiotykoterapia

O ile nie jest dokładnie znany czynnik wywołujący infekcję, włącza się do leczenia antybiotyk. Niestety zbyt często jest stosowany i traktuje się go jako panaceum na wszelkie nawet niewielkie zakażenia. Zwalczając bakterię stanowi swoistego rodzaju protezę dla systemu immunologicznego. Zbyt częste jego stosowanie powoduje, że rozleniwiony organizm przez okres 2 – 3 tygodni po zakończeniu leczenia nie wytwarza przeciwciał w odpowiedniej ilości. Osłabiony chorobą poddaje się atakowi kolejnej bakterii. Czasokres pomiędzy zakończeniem działania leku a pojawieniem się następnego schorzenia staje się coraz krótszy. Zjawisko to zmusza lekarzy do coraz częstszego stosowania antybiotyków. Bakteria tak jak każdy żywy organizm, broni się przed ich niszczącym działaniem, zmieniając swój kod genetyczny i metabolizm. Nowopowstały szczep jest już odporny na zastosowany lek. Producenci wprowadzają więc na rynek coraz silniejsze i bardziej skuteczne antybiotyki, które po pewnym czasie zostają zastąpione innymi. Zapomnieli jednak o jednym – czy te kuracje wytrzyma organizm. Każdy związek chemiczny wprowadzony do ustroju musi zostać zneutralizowany i wydalony na zewnątrz. Funkcję tę spełniają wątroba, nerki i jelita. Narządy te przejmują na siebie całe związane z tym obciążenie. Z powodu narastającej ich niewydolności zostają zaburzone wszystkie funkcje organizmu i pojawia się zjawisko tzw. toksemii. Ma to oczywisty związek z rozwojem chorób, które nazywa się cywilizacyjnymi jak: cukrzyca, miażdżyca, nadciśnienie tętnicze, choroby degeneracyjne mózgu, zmiany zwyrodnieniowe stawów itd.

Toksemia organizmu. Konserwanty

Współczesny człowiek, zjada około 1 tony żywności rocznie (Zagórski, 1995r). Z badań brytyjskich wynika, że w tej masie produktów żywnościowych zjadamy 5-7 kg rocznie substancji chemicznych, dodatków, zanieczyszczeń, środków konserwujących, barwników, nie licząc farmaceutyków. Wydalamy je później jako ścieki do środowiska naturalnego zatruwając je. Żyjemy na naszej planecie niezbyt przejmując się tym, jaki wywiera to wpływ na jej stan ekologiczny. Ponieważ przebywamy w ekosystemie zamkniętym efekty naszej wrogiej działalności wobec przyrody wracają do nas jak bumerang. Czynnikiem obciążającym organizm człowieka są toksyny wprowadzone w niewielkiej ilości do pożywienia nazywane popularnie konserwantami. Teoretycznie dawka ich jest tak niewielka, że nie powinna stanowić zagrożenia dla zdrowia. Nie mówi się jednak o ich wzajemnych interakcjach chemicznych oraz powiązaniu tego zjawiska z oddziaływaniem chemicznych związków farmaceutycznych. Tego ostatniego twierdzenia nie jestem w stanie poprzeć żadnymi dowodami, gdyż nikomu nie zależy na wykonywaniu tego typu badań. Czynniki te mogą powodować zakłócenie pracy systemu odporności polegające na błędnym rozpoznawaniu i zapamiętywaniu nieszkodliwych substancji, które traktuje jako niezwykle groźne dla zdrowia. Przykładem tego jest nieprawidłowa reakcje na pyłki roślinne, które organizm traktuje jak wrogiego mikroba. Objawem tego jest wyzwolenie gwałtownej reakcji alergicznej w obrębie błony śluzowej nosa, spojówek i górnych dróg oddechowych w postaci napadów kichania, silnego wodnistego kataru, uczucia zablokowania nosa, łzawienia. Stosuje się leczenie tylko objawowe, polegające na blokowaniu wystąpienia tej reakcji preparatami antyhistaminowymi oraz miejscowym podawaniu syntetycznych hormonów zmniejszającymi stan zapalny błony śluzowej nosa i spojówek. Właściwe leczenie powinno polegać na przywróceniu stanu równowagi źle funkcjonującego systemu immunologicznego. Zastosowanie tu mają związki roślinne o działaniu przeciwutleniającym, detoksykacyjnym, odżywczym jak: witaminy, związki mineralne pochodzenia naturalnego, niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe oraz leki homeopatyczne.

Czy jesteśmy superssakami

Czy widzieliście Państwo ssaka w naturze chorującego na pyłkowicę czy astmę oskrzelową? Infekcje zdarzają się tylko u biologicznie słabych osobników i czasem są przyczyną chorób bądź ich śmierci. Pierwotne prawa natury w gruncie rzeczy można odnieść i do człowieka. Złudzeniem jest twierdzenie, że jesteśmy superssakami. Mamy organizmy zwierzęce a różnimy się od innych ssaków w sensie dodatnim tym, że mamy świadomość istnienia i stosunkowo dobrze rozwinięty ośrodkowy układ nerwowy. W procesie ewolucji zatraciliśmy jednak instynkt samozachowawczy chroniący nas przed jedzeniem niebezpiecznych dla zdrowia substancji chemicznych.

Groźny atak bakterii

Czytając pisma, słuchając reklam, odnoszę wrażenie, że jesteśmy osaczeni przez bakterie, wirusy, pyłki i należy podjąć z nimi bezwzględną walkę. Zachód corocznie paraliżuje strach przed grypą. Podejmowane są masowe akcje szczepień ochronnych. Reklamy nakazują nam przestrzegać warunków sterylności w ubikacjach i łazienkach, usuwać roztocza specjalnymi typami odkurzaczy, zamykać okna w okresie pylenia niektórych gatunków roślin. Należałoby w związku z tym zastanowić się nad całkowitą izolacją człowieka od tego groźnego przeciwnika, jakimi są naturalne czynniki środowiska zewnętrznego. Czy dokonamy właściwego wyboru? Zgaduj-zgadula, kto rozsiewa brednie o ataku bakterii, wirusów, pyłków roślinnych na nasz organizm, komu na tym tak bardzo zależy ? O ile przeczytaliście Państwo to co wcześniej napisałem łatwo jest zgadnąć - kto ! Producentem szczepionek na różne schorzenia, antybiotyków, preparatów przeciwalergicznych są koncerny farmaceutyczne. Lekarze nimi leczą. Naukowcy potwierdzają skuteczność tego sposobu postępowania w walce z chorobami, wykonując zlecone sponsorowane badania naukowe. Reklamy nas ogłupiają a pieniądze wracają szerokim strumieniem do producentów farmaceutyków.

Jak zachować zdrowie

Od dziesięciu lat, kiedy zacząłem poznawać tajniki szeroko rozumianej profilaktyki zdrowia nie zachorowałem na żadną chorobę infekcyjną, nawet nie miałem kataru mimo, że nie poddawałem się żadnym szczepieniom ochronnym. Tajemnica tego tkwi w tym, że stosując profilaktycznie preparaty roślinne zawierające witaminy, związki mineralne, jako stałe uzupełnienie diety, utrzymuję pracę systemu odporności organizmu na odpowiednio wysokim poziomie. Mając wiedzę na temat wpływu substancji toksycznych zawartych w środkach spożywczych, staram się kupować produkty nie zawierające ich. Unikam też produktów spożywczych wysokoprzetworzonych, nie kupuję w sklepie mleka i nie jem jego przetworów, nie spożywam cukru krystalicznego i wyrobów cukierniczych. Wodę piję naturalną, niskomineralizowaną, ze specjalnego źródła studni głębinowej, przebadanej pod kątem zawartości substancji toksycznych i metali ciężkich. Stosowanie powyższych zaleceń w praktyce owocuje utrzymaniem organizmu w doskonałej kondycji fizycznej i umysłowej, do czego zachęcam Państwa.

 

 

lek. med. Andrzej Janus

http://www.janus.net.pl

 

fot.sxc.hu

Czytelnia: