NaturalnaMedycyna

Szykuje się łubinowa rewolucja?

lubinHistorycznie rzecz biorąc białko łubinu było używane już w okresie imperium rzymskiego. Pisał o tym Piliniusz, wymieniając łubin jako źródło wartościowego pożywienia dla legionów rzymskich (pieczono z niego chleb). O łubinie do naszych czasów nie zapomniano, brakowało natomiast dowodów naukowych na to, że roślina ta rzeczywiście może mieć znaczenie w żywieniu człowieka; a jeśli tak to jakie. Polscy naukowcy tę pracę wykonali.

Zespół badaczy z Instytutu Żywności i Żywienia, który pracował pod przewodnictwem prof. Marka Naruszewicza, Kierownika Katedry Farmakognozji i Molekularnych Podstaw Fitoterapii Akademii Medycznej w Warszawie wykazał, że białko białego łubinu (tzw. słodkiego) wykazuje właściwości podobne do białka soi, z tą różnicą, że jest zdecydowanie lepsze od niego, biorąc pod uwagę jego cechy prozdrowotne.

 

Białko łubinu – jak się okazało - zawiera np. więcej aminokwasu argininy, który dla zdrowia człowieka jest niezwykle potrzebny. Z argininy tworzy się tlenek azotu, nasza wewnętrzna nitrogliceryna, która rozszerza naczynia krwionośne. Poza tym, jak wynikło z badań, białko łubinu nie tylko obniża poziom cholesterolu (podobnie jak soja), ale obniża też ciśnienie tętnicze. To bardzo istotna informacja, biorąc pod uwagę fakt, że w Polsce jest 9 mln ludzi, którzy mają nadciśnienie tętnicze, a nie wszystkich można leczyć powszechnie stosowanymi lekami (bo są to np. młodzi ludzie – dzieci i młodzież). Stwierdzono, że białko łubinu obniża także poziom glukozy, co jest ważną sprawą dla ludzi z cukrzycą.

 

Łubin ma jeszcze jedną kolosalną przewagę nad soją. Białko soi nie jest „czyste”. Zawiera też izoflawony (fitoestrogeny). Te fitoestrogeny u niektórych ludzi pobudzają działalność nowotworową. Udowodniono, że jeśli dziewczynkom długo i w dużych ilościach podaje się odżywki sporządzone na bazie białka soi, to po takiej serii żywienia mogą one zaczynać miesiączkować o 2 lata wcześniej, co powoduje z kolei wzrost ryzyka zachorowalności na nowotwory piersi o 30%. Tymczasem białko łubinu tych fitoestrogenów w ogóle nie ma.

 

Badania prowadzone przez zespół pod kierunkiem prof. Naruszewicza trwały 3 miesiące i – co warte podkreślenia - u żadnej osoby, która brała udział w eksperymencie (i piła 2 szklanki mleka łubinowego dziennie) nie stwierdzono alergizacji ustroju. Nie było też żadnych działań ubocznych. Mało tego, już po zakończeniu badań, wielu pacjentów z ponad 50-osobowej grupy przychodziło do prof. Naruszewicza i prosiło o przedłużenie „leczenia” łubinem, bo tak się doskonale po tym białku czuli.

 

Wyniki omawianych badań zostały upublicznione po raz pierwszy na Światowym Kongresie Miażdżycowym, który odbył się w czerwcu 2006 r. w Rzymie. Były one określane jako jedne z ważniejszych, prezentowanych na tym Kongresie. I nie ma się co dziwić – Europa kupuje soję za ok. 2 mld USD rocznie. Uniezależnienie się od tego importu – to gra warta świeczki. Łubin nie potrzebuje nawożenia (pobiera azot z powietrza), rośnie praktycznie na każdej ziemi (również nieużytkach), a jego zapotrzebowanie na wodę jest praktycznie minimalne. Doskonale się też przechowuje. Tak więc jest to zdecydowanie tańsze źródło białka od sojowego. Dzięki łubinowi, Europa może zaoszczędzić wspomniane 2 mld USD rocznie i przeznaczyć je na wsparcie innych gałęzi rolnictwa, jak choćby rolnictwo ekologiczne….

 

Z preparatów łubinowych, niestety na razie importowanych, korzystają już niektóre zakłady produkujące żywność w Polsce. Zdecydowanie powszechniej białko łubinu jest już stosowane np. we Francji. Jest ono dokładane do mąki, z której firma Terrena wypieka ciasteczka. Również Finowie użytkują białko łubinu białego (stosują je m.in. do jogurtów) i uzyskują już znakomite efekty zmierzające do obniżenia ciśnienia. Także jedna z najelegantszych restauracji wegetariańskich w Mediolanie całkowicie zrezygnowała z soi i przygotowuje swoje dania wyłącznie na bazie białka łubinu.


I na koniec jeszcze jedna uwaga: za spożywczym wykorzystaniem łubinu przemawia również to, że w odróżnieniu od soi nie jest on poddawany modyfikacjom genetycznym.


Agnieszka Kozłowska

Na podstawie wywiadu, jaki przeprowadziłam z prof. Naruszewiczem w czerwcu 2006 r., a opublikowałam w dwutygodniku „Agro Serwis”

 

fot:forumogrodnicze.info

Czytelnia: